poniedziałek, 08 grudnia 2008
....

Mikołajki były udane. Z ilości prezentów można wywnioskować, że albo byliśmy grzeczni albo Mikołaj ma do nas słabość. Oczywiście pojawił się biologiczny Bajbusa. I tak sobie razem sedzieliśmy w pokoju: on, Bajbus, Adam i ja.... o zgrozo!!!

Bajbusowe nowe słowo na dziś to: MYĆ :)

A mama sweg syna musiala dzisiaj załatwić kamerzystę na ślub, bo oczywiście przyszły mąż obiecwał obiecywał i się wypiął.

 

Drodzy czytelnicy polećcie mi jakiś dobry i łatwy przepis na chionkowe pierniczki. Od 3 lat obiecuję, że je upiekę i tylko na obietnicach się kończy. Moje wymagania co do pierniczków są takie, że mają wyglądać tak jak na reklamach. Czyli z białymi obwódkami... Jeśli kochani wiecie jak to się robi to poratujcie biedną niesłowną autorkę tego bloga.

środa, 03 grudnia 2008
czyżby kombak?

Ach kochani zaginęłam ostatnio w czasie i przestrzeni... I gdyby nie Astusia to może już bym się więcej tu nie pojawiła....

A zaczęło się od tego, że wielce miłościwa mama Bajbusa ubzdurała sobie być wielce wykształconą matką Bajbusa. Teraz magisterka a w przyszłości może doktorat. Ha ha, ale mi się żartuje....

A więc pojszłam se dalej na polonistykę i to dzienną. I od tego czasu mam ochotę walnąć sobie w łeb.Uniwerek jest koszmarny. Burdel w dziekanacie, uniwerkowe studenty to zadufane w sobie dupki, które kolegialnych studentów traktują z góry. Aaaaa!!!!!

Drugim jakże poważnym powodem milczenia był trwający dość długo kryzys między mną i moim narzeczonym. Dzięki Bogu już po wszystkim. Adam zrozumiał parę spraw, ja pracuję nad swoim charakterem, i cudowny seks - to wszystko przegoniło kryzys.

Do naszego ślubu pozostało jeszcze 192 dni. W niedzielę będziemy mieli ostatnie nauki przedmałżeńskie i pozostanie nam tylko wizyta w poradni. Sala, kucharki i orkiestra już są zaklepane. No i wczoraj została zakupiona suknia ślubna. Adama mama chyba zła jest, że razem ją wybieraliśmy. Moja mama jeszcze nie wiem. Ach jak Adam wczoraj na mnie patrzył gdy ją założyłam... Oczy mu się tak bardzo świeciły i od razu wyciągnął kartę by zapłacić. 

 

A Bajbus szaleje... Uczymy go sikać do nocnika, ale coś nie bardzo chce się nauczyć. No i zaczyna się epoka histerii. 

 

Bajbus mówi:

plraka, bum bum, auto -  samochód

si si - ciężarówka, autobus

mama, tata, baba 

jadziuś, dziadziuś - dziadziuś

Aka - ciocia Gabrysia

otu, odź tu - choź tu

pić

pać, spać - spać

am - jeść

kajek - Marcin , księżyc.... i wszystkie inne nazwy, których nie potafi wymówić

cik - zgaszenie lub włączenie światła

nie ma

tutu - pociąg

 

Ta lista stale się powiększa. Chwilowo jakoś wszystko wypadło mi z głowy.

Buziaki

sobota, 11 października 2008
wg przepisu Wiedźm :) ino kucharka lipna :P
21:06, jastonka , Galeria
Link Komentarze (6) »
Sto lat Synku

Od wczoraj wspominam sobie :)

To już dwa lata. Ach jak ten czas leci.

Kocham Cię Bajbusku :***

poniedziałek, 06 października 2008

Pojawił się ON. Były już dwa spotkania. Marcin jakby intuicyjnie wiedział, że ma mówić do niego tata. Ja mu tylko raz powiedziałam (wczoraj) - to jest Twój biologiczny tata. No i już tak zostało.

A ja od nowa przeżywam porzucenie. Wracają do mnie wszystkie dni samotności. Wszystkie dni czekania na Niego. Wrócił ból. Wrócił ze zdwojoną siłą. I wróciło coś jeszcze.... Ta cholerna świadomość, że kocham Księcia o to tak jakbym kochała Jego. Przecież to ta sama krew.

Adam się oddala ode mnie. Teraz gdy go najbardziej potrzebuję. Jego pasja - asg - zawsze wygrywa. Spędzamy ze sobą soboty, które jakoś dziwnie zawsze dzielimy między innych. Moje samotne niedziele dobijają mnie. Niedziela to czas strzelanki, późnym popołudniem albo wieczorem przypomina sobie o mnie. W tygodniu nie mamy czasu dla siebie. A teraz gdy ponownie poszłam na studia, ponownie na dzienne tego czasu będzie jeszcze mniej. Był dzisiaj na śniadaniu, ale dlatego żeby mi chyba zrekompensować wczorajsze łzy albo żeby poinformować, że w sobotę i niedzielę jest ściana ognia i musi tam być. Inaczej przecież być nie może.

wtorek, 30 września 2008
i podsumowanie wakacji :)
21:58, jastonka , Galeria
Link Komentarze (1) »
wakacje część 4

wakacje część 3

wakacje część 2

wakacje część 1

środa, 17 września 2008
już po....
Za namową pewnej mądrej pani mecenas zgodziła sie pójść na ugodę.I dzisiaj do niej doszło. Marcin zostanie z moim nazwiskiem, 300 zł alimentów, 3000 zł zwrot kosztów porodu i 3-miesęcznego utrzymania, 2 widzenia w miesiącu. Po rozprawie szczera rozmowa z Rafałem - biologicznym Marcina. Jest dobrze. Przynajmniej teraz mi się tak wydaje. Ale może będzie dobrze...
poniedziałek, 15 września 2008
wyniki

Egzamin dyplomowy - 5

Praca dyplomowa - 4,5

Na dyplomie Kolegium - 4

 

Egzamin licencjacki - 3,5

Praca licencjacka - 4,5

Średnia z trzech lat - 3,68

Na dyplonie Uniwerku - 4

 

I już kolejny etap za mną :)

czwartek, 11 września 2008
...
... dzisiaj się bronię. Cholernie czarno to widzę. Trzymajcie kciuki...
wtorek, 19 sierpnia 2008
kilka słów wyjaśnienia

Ciężko jest mi zacząć. Nie wiem od czego powinnam.

To może na początek pójdzie morze.

Wakacje spędziliśmy w Żukowie Morskim, kołoDarłowa.Pierwszy tydzień mieliśmy taki sobie pod wzgędem pogody. Drugi był iście wakacyjny. Jednak trzeba przyznać, że wyjażd udał nam się znakomicie. Wynajmowaliśmy pokój u wspaniałych ludzi, poznaliśmy też innych wakacjowiczów z którymi "imprezowaliśmy". Te 12 dni spędziliśmy chodząc po plaży, opalając się, troszeczkę zwiedzając. Ale najważniejszy z tego wszystkiego był fakt, że tworzyliśmy rodzinę. Marcin jeszcze bardziej przywiązał się do Adama, ja chyba też. Dawno nie czułam się taka szczęśliwa. Za kilka dni opublikuję foto-relację z wakacji.

Jeszcze w Żukowie Morskim dostałam informację o wynikach testów DNA i dacie kolejnej rozprawy. Z wakacji wróciliśmy w niedzielę, a w poniedziałek zaczął się mój koszmar. Dzień przed rozprawą biologiczny Marcina przesłam aliment- dobrowolne. Na rozprawi pojawił się z adwokatem. I nagle zaczęło mu zależeć  na tym aby Bajbus miał jego nazwisko, chce cotygodniowych widzeń, no i oczywiście zniżenia alimentów. Boże jak mnie sędzina przemaglowała. Nagle to co miałam poukładane - rozsypało się. Miałam rozpiskę ile wydałam pieniędzy na poszczególne rzeczy dla Marcinka w pierwszych miesiącach jego życia, a ona chciała ogólnie. Nie miałam rachunków za czynsz, gaz, prąd, wodę i to mnie chyba uratowało przed wydaniem wyroku. Odroczenie jest do 17 września.

Staram się poukładać sobie to wszystko w głowie, nie denerwować się i wierzyć, że sąd będzie przychylny mi. W co wątpię, gdyż mam uczucie, że sędzina jest po jego strronie.

Dlatego chciałam też zablokować bloga. Kilka osób z naszego wspólnego środowiska mogłoby troszkę namieszać. Ale stwierdziłam, że nie mam czego się wstydzić. I dlatego nie zablokuję.

Dziękuję wam wszystkim za to, że jesteście. Za to, że wchodzicie na tą stronę. Może tak być, że teraz mniej mnie tu będzie. Wybaczcie. Zbliża się obrona licencjacka i do tego ta sprawa. Wszystkiego jest za wiele jak na jedną mnie.

Jeśli chcecie się ze mną skontaktować to często jestem na gg ---> 8678952.

Pozdrawiam....... ja

 

sobota, 16 sierpnia 2008
blokada
Będziemy się blokować na jakiś czas. Któż z was chce mieć z nami kontakt niech się odzywa.
niedziela, 13 lipca 2008
Żukowo Morskie wita wakacjowiczów

Wyjeżdżamy na dwa tygodnie. Będziemy za Wami tęsknić. Jeśli chcecie to zapraszamy do nas. Od jutra jesteśmy na plaży w Żukowie Morskim....

Już nie myślę pesymistycznie. Przeraziła mnie samospełniająca się przepowiednia.

Bywajcie zdrowi.

Buziaki gorące :*** 

sobota, 12 lipca 2008
....

i tylko ta niepewność

i tylko to zwątpienie

i tylko ta świadomość

że nienawidzę życia

gdy marzenia się spełniają

piątek, 11 lipca 2008
i znów 11

Dzisiaj Marcinek kończy 21 miesięcy życia. A my (Adam i ja) mamy dziś pierwsze urodziny. Ach kiedy to wszystko zleciało?

A w poniedziałek nad morze jedziemy - Żukowo Morskie już się szykuje na przyjęcie wakacjowiczów z Dolnego Śląska :) 

wtorek, 08 lipca 2008
zaginione w akcji...

.... trzy monstery :( a Marcinek tak lubił się nimi bawić... Gdzie są niewiadomo... rozpłynęły się i tyle...

 

W poniedziałek wyjeżdżamy na morze. I dlatego z tego miejsca proszę wszystkie doświadczone mamy o pomoc w pakowaniu ubrań i podręcznej apteczki. Jeśli macie jakieś rady - piszcie...

 

piątek, 04 lipca 2008
zaręczyny

Kiedyś marzyłam, że mój przyszły mąż przyjdzie prosić o moją rękę rodziców. Będzie miał wielki bukiet róż i padnie na kolana przede mną. Póżniej chciałam, aby mój wybranek zrobił to przy zachodzie słońca... I tak przez lata zmieniały się moje wymarzone wersje zaręczyn.

Kiedy poznałam Adama i zaczęliśmy rozmawiać na temat ślubu, zaręczyny nie była wcale dla mnie ważne. Zeszły na dalszy plan.  Zależało mi jeddynie na tym by móc otwarcie mówic  naszych planach.

A jak to było? Ano tak. W sobotę (28.06.2008) po powrocie z basenu do domu Adam wyciągnął mnie na spacer. Troszkę byłam zdziwiona, że tak bardzo chce iść na spacer. Na początku tłumaczyłam sobie to w ten sposób, że chce się zrehabilitować za to iż tydzień temu o owym spacerze zapomniał. A obiecał, że pójdziemy. Jednak moje kochanie zachowywało się tak jakoś dziwnie. Tak bardzo nalegał na ten spacer. Gdy juz wyszliśmy z domu, a było to  po 22, powiedział "ostatniej soboty czerwca rok temu się poznaliśmy". I żaróweczka się zapaliła w mojej głowie. Nie wiem do końca czy to ja go zaciągnęłam do parku na ławkę, gdzie mieliśmy naszę pierwszą randkę, czy to on tam skierował nasze kroki. Usiedliśmy i tak jakoś ciężko nam się rozmawiało, jakby coś w powietrzu wisiało. Zaczął kropić deszcz... Adam uklęk przede mną i poprosił, żebym została jego żoną. Oczywiście zgodziłam się. Włożył mi pierścionek na palec i zaczęliśmy się całować. W parku zgasły światła i deszcz padał coraz mocniej. Sceneria była idealna. 

Czasami łapię się na tym, że wpatruję się w ten pierścionek i wpatruję. Ale tu nie chodzi o pierścionek. Najważniejszy jest fakt, że nie jestem już jakąś tam zwykłą Justyną - jestem narzeczoną Adama.... 

poniedziałek, 30 czerwca 2008
obiecywana bomba

W sobotę Adam się oświadczył :)

A wczoraj o naszych planach poinformowaliśmy moich rodziców. Przyjęli to nad wyraz spokojnie. Ogłaszam wszem i wobec, że 13 czerwca 2009 r wychodzę za mąż :)

poniedziałek, 23 czerwca 2008
Tata też jest ważny

Wszystkiego najlepszego w dniu taty - wszystkim tatusiom :*

Nie wiem czy wspominałam, że Marcin do Adama zaczyna mówić tata.... Nie negujemy tego, gdyż chcemy stworzyć rodzinę... A jak gdzieś kiedyś przeczytałam: ojcem może być każdy, tatą tylko ktoś wyjątkowy...Tak więc Marcinek gdy tylko widzi Adama - krzyczy tata. Gdy usłyszy dzwonek domofonu - woła tata. Gdy Adam wychodzi z domu, a Bajbus nie zdążył się nim nacieszyć - jest wielki płacz.Miłe to jest (przynajmniej dla mnie). Daje mi to poczucie więzi, swiadomość, że dzieje się to wszystko na prawdę.

W czwartek byliśmy na tych nieszczęsnych testach. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo to mnie męczy. Prawie całą noc nie mogłam spać. Rano Adam zawiózł nas na kliniki. Dowiedzieliśmy się tam, że badania mgą się odbyć tylko wted, gdy stawimy się wszyscy. A JEGO brak. Adam pojechał jakieś spraw pozałatwiać, a ja z Bajbusem zostałam. Skwar niesamowity, brak miejsca do siedzenia, ogólny bałagan panujący (śmieci wysypujące się z koszy itd). Byłam zła, że musiałam na niego czekać. W końcu się pojawił, powiedział cześć i tyle. Szliśmy więc w stronę budynku. Za nami szedł Adam, któr zdążył się ze wszystkim wyrobić. Marcin, gdy go zobaczył zaczął krzyczeć: tata tata... A mi nic mądrego do głowy nie przyszło poza słowami: nie tata. Nie wiem czy On zauważył Adama i reakcję Marcina. Łudzę się, że odebrał to bardziej osobiście. Później cała procedura testów: wspólne zdjęcie, pobranie krwi, podpisanie protokołu i zdjęcia. Wiem, że on jest ojcem Marcina, ale nie ma prawa psuć nam teraz życia. Boję się, że będzie chciał mi odebrać Bajbusa. Może nie w sensie dosłownym, ale przez widywania. Nie mam zamiaru też przed Marcinem ukrywać prawdy. Minęło już tyle czasu, że będę potrafiła mu powiedzieć jak było bez emocji. Nie chcę narzucać Marcinowi własnych opinii. Chcę tylko by zrozumiał moje postępowanie. Nie chcę jednak dopuścić do tego, aby on teraz pojawił się w naszym życiu. Zaraz po wyjściu z testów zaczęłam żałować, że ruszyłam tą machinę, która może doprowadzić do zniszczenia naszego spokoju...

środa, 18 czerwca 2008
kilka słów o tym co u nas...

Dzisiaj do Wrocławia jedziemy a jutro z samego rana na testy DNA.

Mama Bajbusa ma już dwa egzaminy za sobą, w tym jeden z najtrudniejszych :) 

Pozdrawiam już prawie wakacyjnie :* 

 

niedziela, 15 czerwca 2008
ugodowy

 - Marcinku, kochasz mamę?

- Tak

- A babcie?

- Tak

- A dziadka kochasz?

- Tak

- A ciocię?

- Tak

- Marcinku, chcesz pić?

- Tak

(...)

- Marcinku a umiesz powiedzieć nie?

- Tak

- Chcesz kopa

- Tak

 

Takie mam grzeczne dziecko. Nic się mamie nie sprzeciwia :) 

 

środa, 11 czerwca 2008
mama Bajbusa marzy

Nie wyrobiłam się z licencjatem, będę więc broniła się we wrezśniu. W domu przez to jest bardzo niemiła atmosfera.

A ja marzę i marzę. O własnym mieszkaniu. Nie musi być duże, może być nawet mała ciasna kawalerka. Byle nie mieszkać z rodzicami. Chcę w końcu stać się matką z prawdziwego zdarzenia. Nie ciązle pod dyktando rodziców. Chcę mieć swój bałagan i swój porządek. Wstawać rano i robić śniadanie moim słoneczkom. Gotować im obiad i prasować ubrania. Chcę się czuć jak pani domu. Chcę, abyśmy razem chodzili na spacery (nawet do kościoła będę mogła zacząć chodzić). Chcę się martwić jak przeżyć od wypłaty do wypłaty, chcę się kłócić o głupoty. Wszystkie niedogodności życia codziennego zniosę, ale w swoim m3.

Chcę byc niezależna. Tylko jak to zrobić.

Boję się, że nie dam sobie rady i będę musiała wrócić do domu. A wtedy będzie tylko sławne....

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15