wtorek, 30 października 2007
Impreza u Marcinka

Urodzinowe wspomnienia czas zacząć (odsłona nr 1)

19:47, jastonka , Galeria
Link Komentarze (3) »
DING

Olaboga! Jak mnie dawno tutaj nie było :( Na początku pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników.

Jak się pewnie domyślacie aktywnie studiuję. I jest mi z tym dobrze i źle.... Wydaje mi się , że nie pasuję już do tych ludzi. Nie wiem o czym z nimi rozmawiać, czy nie będę natrętna zadając jakieś pytania. Poza tym wydaje mi się, że pewne osoby uważają iż nie powinnam teraz być na 3 tylko na 2 roku.

Marcinek od wczoraj ponownie chodzi do żłobka i jest z tego powodu bardzo zadowolony. Dzieci, zabawki to raj dla niego.

Książę ostatnimi czasy opanował parę nowych umiejętności:

  • mówi - ding
  • robi - pibip - na nosie
  • robi - prrrr -  na brzuchu
  • bierze mamę za ubrabia gdy chce aby z nim gdzieś poszła 
  • biega
Taki kochany jest ten mój Bajbus. Ino jeść nie chce. Wybrzydza. Tylko cyca i cyca by chciał.
wtorek, 16 października 2007
kołysanka po góralsku

Jak góralka usypia swoją pociechę?

Oczywiście tuli ją w swych ramionach i śpiewa kołysankę.

A jaką kołysankę śpiewa?

Taką jak każda matka, tylko po góralsku.

Aaaaa, aaaa, aaaa -   HEJ! 

 

Ludziom z nizin nie polecam. Mój Bajbus nie chce przy niej zasypiać. Ciekawe dlaczego? 

sobota, 13 października 2007
Bajbus rok temu
14 pażdziernik 2006r
Jeszze w szpitalu. Och mój Bajbusie
23:42, jastonka , Filmiki
Link Komentarze (1) »
Bajbus party

I już po imprezie dla rodzinki, jutro taka sama dla znajomych. Powiem tylko tyle - było cudownie. Goście dopisali. Każdy zabrał ze sobą mnóstwo świetnego humoru. Dziękuję wszystkim. Wkrótce dodam zdjęcia.

Dziękuję też Wam za cudowne życzenia dla Bajbusa.

P.S. do notki "a tak było rok temu..."  Gdy poszłam się we wtorek kąpać to jeszcze ogoliłam nogi - w miarę możliwości, bo brzuchol trochę przeszkadzał. Natomiast chwilkę przed wyjazdem do szpitala na twarz zarzuciłam makijaż :P

czwartek, 11 października 2007
11.10.2007

Sto lat Synku!!!

Zdrówka Bajbusku!!!

Miłości Książę!!!

Szczęścia Lucjuszku!!!

Dziękuję Ci za ten cudowny rok!!!

Kocham Cię Twoja mama :)

środa, 10 października 2007
a tak było rok temu...

We wtorek 10 października 2006 r. jak zwykle po 21 oglądałam mój serial. I tak jakoś brzuch zaczął mi się stawiać. Pomyślałam sobie: czyżby to już? I popatrzyłam na zegarek. Za chwilkę znowu i znowu. Brzuch stawiał mi się co 5 minut. Ale milczałam jak grób. Poszłam do siostry do pokoju i powiedziałam: prasuj bluzkę (bo siostra specjalnie na tę okazję kupiła sobie bluzkę) uśmiechnęłam się i wyszłam. Wzięłam telefon i wysłałam do koleżanki, która 2 miesiące wcześniej urodziła, smsa: mam skurcze co 5 minut. Co mam robić?

Jednak przeczuwając już co się święci poszłam się wykąpać, bo przecież nie mogę jechać z tłustymi włosami do szpitala. Po kąpieli skurcze mi przeszły, jednak postanowiłam przeczytać do końca książkę („PS. Kocham Cię”), bo zdawałam sobie sprawę, że mogę już nie mieć czasu w najbliższej przyszłości.

Tak gdzieś ok. 3 w nocy mogłam już spokojnie zasnąć.

Obudziłam się rano o 13.30 (ha ha – ale to było moje ciążowe rano). Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to fakt, że taty nie ma w domu. Przez ostatni miesiąc specjalnie siedział ze mną, gdybym miała ochotę wcześniej urodzić. A więc fakt, iż ojca nie ma utwierdził mnie w tym, że to już. Ale wszelakie oznaki wskazujące na zbliżający się poród zniknęły.

Zrobiłam sobie śniadanko – bidne takie, ale tak bardzo chciało mi się płatków kukurydzianych. Po śniadanku idę do łazienki i tu następuje mały szok (nie, nie mam dziecka między nogami J) na bieliźnie mam krew.

Dzwonię do mamy:

Ja: Mamuś gdzie jest tatuś?

Mama: w Strzegówku.

Ja: a kiedy wróci?

Mama: wieczorem

Ja: aha, to pa!

Za 5 minut dzwonię ponownie

Ja: a macie w pracy jakiś wolny samochód?

Mama: a po co Ci samochód?

Ja: a bo chyba się zaczyna (mówię to całkiem spokojnie)

Mama: (panika, chaos itp.)

Po kilku minutach jest już u mnie kuzyn z Kasią (teraz już żoną). A ja co robię? Tańczę Let’s twist again – uwielbiałam w ciąży do tego tańczyć. Po chwili zjawia się mama i możemy ruszać do szpitala. Nie było zamieszania pakowaniem, bo torba już od miesiąca czekała na ten dzień.

W szpitalu (ok. 15) szybkie badanie, wypełnienie dokumentów i stwierdzenie: urodzi pani dzisiaj. I tu szok, moja mama zaczęła histerycznie płakać, na co pani ordynator zareagowała wywaleniem mojej mamy ze szpitala. Strach mnie obleciał. Zostałam totalnie sama. Mówią mi, że za kilka godzin urodzę a skurczy brak. Podłączono mnie do KTG i się zaczęły skurcze. O 19 zabrano mnie na porodówkę, ale do tego czasu zdążyło mnie odwiedzić z pół miasta J. Na porodówce przebito mi pęcherz płodowy, ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu. Mama jakoś się pozbierała i była przy mnie. A położne kazały mi chodzić, kucać, siedzieć na piłce, a ja chciałam leżeć i czegoś się mocno trzymać. Chciałam kląć i wrzeszczeć. Jednak ordynatorka (bardzo dobra lekarka) nawrzeszczała na mnie. Koło godziny 21.30 przyszła położna zapytać się czy mam bóle parte.

Ja: a jakie to są bóle parte?

Położna: Tak jakby się pani chciało kupę!

Ja: A to od pół godziny mam takie! (histeryczny śmiech)

I tu się akcja zaczęła rozwijać. Przyszła lekarka i powiedziała: przyj! To ja do roboty się zabrałam. I prę i prę i nic. Babsztyl do mnie skoczył z mordą: przyj, bo dziecku spada tętno.

I ja zamiast przeć spojrzałam na KTG na którym Marcinkowi ze 140 tętno spadło do 80.

Lekarka: Przyj!

Ja: Nie mam już skurczy!

Zamieszanie na Sali, szybkie podłączenie kroplówki, zastrzyk. I nic! Zaczęłam płakać.

Lekarka: przygotować próżnociąg!

Boże tylko nie to – pomyślałam.

Ja: Będę parła bez skurczy!

Położna zaczęła uciskała mi na brzuch, ja parłam ostatkiem sił i nagle ulga. Urodził się.

Ja do mamy: Dlaczego nie płacze, dlaczego nie płacze?

Mama: przecież płacze!

I usłyszałam Jego głos. A zaraz potem zobaczyłam. Nie dostałam Go od razu, ale widziałam jak był mierzony, ważony.

Potem urodzenie łożyska i szycie.

Lekarka: jakie dasz imię?

Ja: a chłopiec czy dziewczynka?

 

Książe urodził się 11 października 2006 r. o godzinie 22:05.

ach te oczy ....1....

Dla tego małego Księcia zrobię wszystko :)

12:54, jastonka , Galeria
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 października 2007
....2....
Z księciem już ciut lepiej. Dlatego odliczanie ruszyło ponownie :P Dziękuję za wszystkie komentarze :*
poniedziałek, 08 października 2007
załamana :(

Miało być piękne odliczanie do urodzin. A jest niestety choroba. Marcin ma zapalenie oskrzeli. Zaraz idziemy do lekarza, a ten zdecyduje czy dom czy też szpital :(

Płakać mi się chce :(


Jesteśmy w domu. Ale czy to lepiej?

Byłam u lekarza, a ten zamiast zająć się Księciem to on zajął się mną. Nakrzyczał na mnie, że dziecko 11 miesięczne do żłobka dałam. Co ze mnie za matka, że powinnam rzucić studia i z Bajbusem w domu siedzieć. Ręce mi opadły. Zastanawiam się poważnie nad zmianą lekarza.

A Bajbusowi łzy płyną z oczu, katarek z noska i kaszel go męczy okrutnie. Moje biedne Maleństwo.

 

....3.....

sobota, 06 października 2007
odliczamy .... 5.....

Jeszcze 5 dni i Bajbus będzie miał roczek!!!!

Mój mężczyzna -duży mężczyzna!!!

Oj łezka mi się w oku kręci.

piątek, 05 października 2007
2006
Rok temu czekałam i czekałam. Miałam tylko 3 dni do terminu. Wszystko gotowe, torba spakowana. I czekałam.
Elmo....

...kocha rybkę i kredkę też... 

10:01, jastonka , Galeria
Link Komentarze (2) »
szybko

Och jakoś tak mało nas ostatniu tutaj. Tęsknie za wami. Jednak praktyki i inne obowiązki powodują, że nie mam czasu na przyjemności :P

Marcinek już całkiem przyzwyczaił się do żłobka. Sam wchodzi na salę. Nawet się nie obejrzy czy jestem :(

A praktyki jak to praktyki, rządzą się swoimi prawami. Już tęsknię za tymi dzieciakami. Teraz czeka mnie najgorsza rzecz tych praktyk. Konspekty. Brrr.

Pozdrawiam

poniedziałek, 01 października 2007
w opłakanym stanie

Tak właśnie. Czuję się beznadziejnie. Depresja jesienna mnie dopadła. I nie dlatego, że brzydka pogoda czy nawał zajęć. To coś gorczego.

O zgrozo!

Stanęłam ostatnio nago przed lustrem. Brrr. I co zobaczyłam, że moje piersi (kurcze nie wiem nawet jak to określić) wiszą mi po kolana. Co ten mój mały mężczyzna z nimi zrobił? Ratunku!!! Jak ja się pokażę kiedyś mojemu facetowi nago?  

A poza tym poważnie rozważam zawieszenie produkcji mleczka. Muszę tylko iść do ginekologa po tabletki spalające pokarm. Trochę się boję, ale najwyższy czas już coś z tym zrobić.