niedziela, 13 lipca 2008
Żukowo Morskie wita wakacjowiczów

Wyjeżdżamy na dwa tygodnie. Będziemy za Wami tęsknić. Jeśli chcecie to zapraszamy do nas. Od jutra jesteśmy na plaży w Żukowie Morskim....

Już nie myślę pesymistycznie. Przeraziła mnie samospełniająca się przepowiednia.

Bywajcie zdrowi.

Buziaki gorące :*** 

sobota, 12 lipca 2008
....

i tylko ta niepewność

i tylko to zwątpienie

i tylko ta świadomość

że nienawidzę życia

gdy marzenia się spełniają

piątek, 11 lipca 2008
i znów 11

Dzisiaj Marcinek kończy 21 miesięcy życia. A my (Adam i ja) mamy dziś pierwsze urodziny. Ach kiedy to wszystko zleciało?

A w poniedziałek nad morze jedziemy - Żukowo Morskie już się szykuje na przyjęcie wakacjowiczów z Dolnego Śląska :) 

wtorek, 08 lipca 2008
zaginione w akcji...

.... trzy monstery :( a Marcinek tak lubił się nimi bawić... Gdzie są niewiadomo... rozpłynęły się i tyle...

 

W poniedziałek wyjeżdżamy na morze. I dlatego z tego miejsca proszę wszystkie doświadczone mamy o pomoc w pakowaniu ubrań i podręcznej apteczki. Jeśli macie jakieś rady - piszcie...

 

piątek, 04 lipca 2008
zaręczyny

Kiedyś marzyłam, że mój przyszły mąż przyjdzie prosić o moją rękę rodziców. Będzie miał wielki bukiet róż i padnie na kolana przede mną. Póżniej chciałam, aby mój wybranek zrobił to przy zachodzie słońca... I tak przez lata zmieniały się moje wymarzone wersje zaręczyn.

Kiedy poznałam Adama i zaczęliśmy rozmawiać na temat ślubu, zaręczyny nie była wcale dla mnie ważne. Zeszły na dalszy plan.  Zależało mi jeddynie na tym by móc otwarcie mówic  naszych planach.

A jak to było? Ano tak. W sobotę (28.06.2008) po powrocie z basenu do domu Adam wyciągnął mnie na spacer. Troszkę byłam zdziwiona, że tak bardzo chce iść na spacer. Na początku tłumaczyłam sobie to w ten sposób, że chce się zrehabilitować za to iż tydzień temu o owym spacerze zapomniał. A obiecał, że pójdziemy. Jednak moje kochanie zachowywało się tak jakoś dziwnie. Tak bardzo nalegał na ten spacer. Gdy juz wyszliśmy z domu, a było to  po 22, powiedział "ostatniej soboty czerwca rok temu się poznaliśmy". I żaróweczka się zapaliła w mojej głowie. Nie wiem do końca czy to ja go zaciągnęłam do parku na ławkę, gdzie mieliśmy naszę pierwszą randkę, czy to on tam skierował nasze kroki. Usiedliśmy i tak jakoś ciężko nam się rozmawiało, jakby coś w powietrzu wisiało. Zaczął kropić deszcz... Adam uklęk przede mną i poprosił, żebym została jego żoną. Oczywiście zgodziłam się. Włożył mi pierścionek na palec i zaczęliśmy się całować. W parku zgasły światła i deszcz padał coraz mocniej. Sceneria była idealna. 

Czasami łapię się na tym, że wpatruję się w ten pierścionek i wpatruję. Ale tu nie chodzi o pierścionek. Najważniejszy jest fakt, że nie jestem już jakąś tam zwykłą Justyną - jestem narzeczoną Adama....