piątek, 27 kwietnia 2007
kąpielowo...
Mama o pewnej porze stwierdziła, że trzeba Bajbuska wykąpać. Więc zabrała się do przygotowywania wszystkiego. Gdy już to zrobiła, zabrała się do rozbierania Księcia. Jak zawsze było przy tym kupe zabawy i śmiechu. Oczywiście po rozebraniu dziecka następuje czynność włożenia go do wanienki. I tu się mama Bajbusa bardzo zdziwiła ale i zmartwiła. Mianowicie przy owej czynności zauważyła, iż Książę ma sine nogi (dokładnie stópki). Już miała wołać babcię Lucka. Cała przerażona.....................  Nagle wybucha śmiechem. Zapomniała dziecku ściągnąć skarpetki.
środa, 25 kwietnia 2007
my

14:25, jastonka , Galeria
Link Komentarze (9) »
wtorek, 24 kwietnia 2007
cytok :)

Bajbus był dzisiaj z mamą w szkole. Po powrocie z Wrocławia byliśmy na długim spacerze.

Mama zapisała Księcia do Publicznej Biblioteki Dziecięcej w Strzelinie. No i oczywiście wypożyczyliśmy już pierwszą książeczkę. O traktorku który jest bardzo potrzebny rolnikowi.

Zła wiadomość to taka, że Marcinek podłapał od babci katarek :(

poniedziałek, 23 kwietnia 2007
a jednak

Ząbek już dzwoni o łyżeczkę :D

sobota, 21 kwietnia 2007
czyżby....????

To co dzisiaj zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Marcinkowi wykluwają się 2 ząbki. Jeszce nie przebiły dziąsła ale już wyraźnie je widać.

piątek, 20 kwietnia 2007
biszkopcik i chrupek

Zjem was albo zgniotę

mniam - dobre

co? bardzo nabrudziłem?

więcej zdjęć z biszkopcikowej sesji -> tutaj

17:54, jastonka , Galeria
Link Komentarze (7) »
dziwny przypadek starszej pani

Pani K. i pani J. wybrały się ze swoimi Bajbusami na spacerek. Ale pani J. musiała zawitać na chwileczkę do apteki. Więc pani K. została z Bajbuskami na dworze. A z racji tego, że jest mamą i jak każda mama ma syndrom "bujania" to stała i bujała oba wózki. I wtedy pojawiła się na horyzoncie starsza pani.

Starsza pani do pani K. : Oj pani, czy nie lepiej było kupic wózek dla bliźniaków, niż tak z dwoma się męczyć?

Pani K. do starszej pani: Ale między nimi jest dwa i pół miesiąca różnicy.

Starsza pani do pani K. : A to chyba że tak.

 

Po powrocie pani J. z apteki pani K. mówi do niej: no i tym sposobem mam dwójkę dzieci

nie potrafię tego ogarnąć

Jestem ostatnio rozkojarzona. Nie potrafię się na niczym skoncentrować.

Byłam ostatnio w UPP. I zaczęłam już powoli wszystko załatwiać z alimentami. Teraz czekam co dalej.

Marcinek wczoraj pierwszy raz siedział w swoim krzesełku. I chyba mu się podobało.

Szczerze mówiąc to jestem troszkę przerażona. Odwiedzam wasze blogaski i widzę, że Bajbuski młodsze do mojego Lucka juź się obracają. Mają ząbki. A mój synuś nie. W niedzielę po raz pierwszy przewrócił się na brzuzek z plecków. I to był jeden jedyny raz. Siedzi już sam bez podtrzymywania kilka sekund. Ale jeszcze sam nie siada. Boję się, że coś jest nie tak.

środa, 18 kwietnia 2007
Książę cyca

Wróciliśmy :( Z czego ja akurat nie jestem zadowolona. Była nam tak dobrze. I słoneczko pięknie świeciło. Bajbus opalił sobie swoje pyzy. A ja ręcę od trzymania wózka.

Odnośnie zaś do tytułu dzisiejszego wpisu. Książę jak to Książę żyje chodowany jest na cycu. I tak bardzo się do niego przyzwyczaił, że nie chcę się z nim rozstać ani na chwilkę.  A to już przecież 7 miesiąc się zaczął i trzeba powoli zupki jadać, soczki pić. No i mamy problem.Marcin wszystkim pluje. A jak widzi butelkę to zaciska usteczka.  Czasami uda mi się go zagadać i coś do buziaka przemycić, ale na dłuższą metę to nie wypala. Lucek jest przebiegły i zaczyna rozumieć co się święci. No tak bo nie ma jak to cycek. Czasem jak go biorę na kolana to rączkami bije mnie po piersiach. Czasami głaszcze jakby prosił o mleczko. A czasem to najzwyczajniej w świecie wkłada główkę między piersi i robi "prrrry". 

 I jak tu mu odmówić?

niedziela, 15 kwietnia 2007
na wsi

Biały Kościół

A więc stało się. Wyjechaliśmy na wieś do babci. Spacerujemy, spacerujemy i jeszcze raz spacerujemy. Jest piękna pogoda to szkoda tracić czas w domu. Mały śpi a jak nie śpi to podziwia świat. Jest cudnie.

Koniecznie muszę wybudować dom i wynieść się z miasta.

Na dzisiaj to koniec. Więcej jak wrócę do domu lub znajdę wenę i będzie mi się chciało przyjść do rodzinki na internet. Pozdrowienia. I upalne buziaki.

czwartek, 12 kwietnia 2007
troszkę szczerych uczuć

Nie bój się mówić ludziom, że ich kochasz.
Jeśli to zrobisz, oni mogą złamać Ci serce, ale jeśli nie, Ty możesz złamać ich.

Tak więc kocham was ciotki, wujkowie i Bajbusy blogowe. Kocham wszystkich bez wyjątku!!!

środa, 11 kwietnia 2007
już sam siedzę

09:22, jastonka , Galeria
Link Komentarze (6) »
6 miesięcy
Bajbus kończy dzisiaj 6 miesięcy. Boże jak to szybko zleciało. Wszystkiego najlepszego synku.
poniedziałek, 09 kwietnia 2007
pasmo klęsk i niepowodzeń

Święta rodzinny czas. Jak cholera. Od tego się wszystko zaczęło.

Piątek był jeszcze w miarę spokojny. Piękłam ciasta. Mama się kręciła po domu. A Gabryśka jak zawsze się obijała. Czasem tylko się małym zajęła. Za to w sobotę się zaczęło. Budziłam mamę żeby wstała mi pomóc robić pisanki i koszyczek przygotować (mama ładne robi pisanki). A ona ciągle mi odpowiadała - zaraz. I tak jeszcze kilka razy. W końcu jak wstała to dostała jakiegoś potwornego szału. Zachowywała się jak obłąkana. Wszystko co napotkała na swojej drodze to wyrzucała do śmieci albo rzucała tym po całym mieszkaniu. I oczywiście jako argument miała to, że wy (czyli ja i Gabryśka) nic nie robicie. Bo po co?  Inne standardowe już teksy:

  • Nic nie robicie w domu
  • czekacie aby wół roboczy za was wszystko zrobił (czyli niby ona)
  • gdybym była umierająca to nawet szklanki wody bym nie dostała od was

I takie inne w podobnym stylu. Koszmar. Gdybym miała więcej werwy to bym się z nią pokłóciła. Ale nie -ćwiczę osobowość i zmilczałam wszystko. Więc mama cały dzień leżała i oglądała telewizję a przy tym płakała. Co tam dobrze jej było, bo ja wszystko zrobiłam (gotowałam). Gabryśka (nierób nr 1 razem z ojcem) posprzątała całe mieszkanie i pilnowała Marcinka. Nawet bez marudzenia myła naczynia gdy ją o to prosiłam  a na koniec poobierała mi pieczarki.  Rano miała przyjechać babcia. Mama oczywiście cyrki robiła, że w domu burdel, nic nie ugotowane... A tylko podłoga była w kuchni brudna, bo już nie dałam rady. Barszcz za słony, mięso źle pokrojone, za dużo masy w cieście, za gruby biszkopt. A do tego piękny cyrk przy śniadaniu. Potem jej powoli przechodziło i dzisiaj jest znośnie. Jednak myślę, że na kilka dni trzeba będzie się ewakuować do babci.

Kolejnym koszmarem jaki przeżyłam tych Świąt było podanie Marcinkowi witamin. Nie wiem dlaczego takim maleństwom trzeba podawać witaminy. Nie to może wiem. Nie wiem dlaczego przy tak daleko idącej technologi aplikacja ich jest tak prymitywna. Marcin nie chce ich przyjmować. Na początku dawałam mu łyżeczką, ale po pewnym czasie zorientował się, że będzie brał to świństwo. I nie chciał brać. Wypluwał lub zaciskał usta. Następnie próbowałam butelką ale tak to wogóle nie przeszło. Bajbus na widok Butelki zaciska usta nawet wtedy gdy jest w nie mamy mleczko lub soczek. Więc dzisiaj wpadłam na genialny pomysł aby podać witaminy ze strzykawki. I zabiłabym własne dziecko. Tak bardzo się starałam delikatnie i powolutku wyciskać a i tak wpadło nie tam gdzie trzeba. Zakrztusił się. Zaczął kaszleć i nie mógł złapać tchu. Zrobił się cały czerwony. Mama zaczęła włać ojca a ten spokojnie jak gdyby nic przyszedł i jeszcze wydarł morgę. Małemu przeszło ale ja zaczęłam okropnie płakać. Zabiłabym go. No i ojciec mnie za to że płaczę zj....

Te Święta to koszmar. Jeśli następne też mają tak wyglądać to ja nie chcę ich obchodzić.

piątek, 06 kwietnia 2007
słabości

Kolejna zabawa odsłaniająca moje prawdziwie ja:

Jeśli chodzi o moje słabości to trzeba na początku wspomnieć, że ja jestem z nich zbudowana :)

  1. Marcinek - tak właśnie mój synus jest tą moją największą słabością. Dla niego wszystko.
  2. Marciny - czyli większość chłopaków o tym imieniu :P
  3. Kawa - każda jej dawka jest dobra. Nie umiem bez kawy żyć.
  4. Słodycze - bez komentarza :P
  5. Kolczyki - każda ich ilość to mało
  6. Telefony komórkowe - uwielbiam je zmieniać
  7. Bez - już nie mogę się doczekać kiedy będzie maj
  8. Rekiny - jedne z moich ukochanych zwierząt
  9. Góry
  10. Morze
  11. ...

A do zabawy zapraszam: Igankę, Batorysię, Dziubka, Kobietę w ciąży i Terenię

BISIĘ RÓWNIEŻ ZAPRASZAM DO ZABAWY.

Trzeba wymienić 5 słabości.

wtorek, 03 kwietnia 2007
słodki kolega
18:43, jastonka , Galeria
Link Komentarze (7) »
dzień za dniem

Godz. 14:05 

Lecą nam te dni jak zwariowane. Chodzimy sobie dwa razy dziennie na spacerki.  Oglądamy świat który budzi się do życia.

W weekend zrobiłam porządki świąteczne. Uff.

Lucek coś ostatnio jest marudny. Tłumaczę to sobie tym, że może ząbki zaczynają się wybierać na świat.

Po ostatniej wizycie u lekarza Marcinek nie ma już problemu z kupką. Robi codziennie. Nawet nie muszę mu syropu dawać. To chyba ze strachu :D O właśnie coś wycisnął. Zaraz wrócę

Godz. 14:14

Niezła jestem. Ale przebranie mojego szkraba czasami graniczy z cudem. Tak się wierci, obraca, wywija. A gdy tylko dochodzi do czyszczenia chusteczkami pupki to jest pisk.

Marcinek jadł w sobtę Grześka. Babcia mu dała tylko do polizania ale  Lucek ugryzł go sobie swoimi twardymi dziąsłami.

To na tyle bo właśnie Marcinek nie daje mi pisać. Ssam by chciał.