wtorek, 30 stycznia 2007
dlaczego odeszłam

To nie było tak, że ja od razu chciałam być sama. I sama wychowywać Marcinka. Bylo nam razem bardzo dobrze - tak zresztą zawsze jest na początku. Nawet myśleliśmy o ślubie. On i moja siostra nawet coś kombinowali z zaręczynami. On pracował ja studiowałam. Chcieliśmy razem zamieszkać. I tu zaczęły się pojawiać pewne obawy. Zauważyłam, że on myśli bardzo dziecinnie. Zawsze jakoś to będzie, rodzice nam pomogą. Kupią to czy tamto, umeblują mieszkanie i takie tam. Ja zaczęłam sobie to wszystko przeliczać i wątpić czy jest sens. Może by tak poczekać. Potem pojawił się mój daleki kuzyn a jego najlepszy kolega. I znów zaczęły sie dziwne teksty, wyjścia niewiadomo gdzie. Pieniądze które zarabiał przejeżdżał, zaczął mnie okłamywać. A ja nigdy przecież mu niczego nie zabraniałam. Ale uparcie uważał się za odpowiedzialnego faceta. Wszystkie te rzeczy zaczęły we mnie narastac i wtedy... dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jego reakccja :"wszystko, będzie dobrze. Ale musimy sobie kupić samochód. A będę mogł chodzic na piwo, i jeździć samochodm po mieśćie" ja:"a po co?" on:"tak żeby zobaczyć co siędzieje". Za kilka dni przyszedł i powiedział, że zwolnił się bo mu ta praca nie odpowiadała. Zdziwiłam się bo tak bardzo ja chwalił i mówił, że takie tam są perspektywy. Ale stwiedził. że za mało płacą. Po kilku rozmowach powiedział, że powinnam rzucić studia i iść do pracy póki ciąży nie widać. Za coś trzeba będzie żyć a on za 800zl nie bedzie pracował ale ja powinnam. I tu mnie zatkało. Powiedziała kategorycznie, że nie zrezygnuję ze studiow i po porodzie będę je kontynuować. A o stwierdził , że nie pozwoli mi na opiekunkę ani żłobek. Tylko jego mama będzie mogła się zajmować dzieckiem. I tak toczyły się nasze potyczki. On powiedział, że jedzie do Niemiec na 2 miesiące i nas tam ściągie. Ja powiedziałam, że nie mam zamiaru wyjeżdzać z kraju. A on powiedział, że to mój obowiązek i jeśli się nie zgodzę to mi dziecko zabierze. Potem zaczął moją siostrę na swoją strone przerabiać. I ona mu uwierzyła. Zresztą chyba do tej pory mu wierzy. W pewnym momencie powiedziałam dość i postanowiłam odejść, bo tego wszystkiego było już za wiele. I tu ugodziłam  w jego pieprzony męski honor. Zaczął się zachowywać jak wariat. Na ulicy szarpał mną. Rodzicom powiedziałam w 3 miesiącu. Raczej się domyślili a ja tylko potwierdziłam. Mieliśmy razem powiedzieć ale skoro sami do tego doszli. On jak się dowiedział, że powiedziałam zwyzywal mnie od dziwek i szmat. Potem powiedział moim rodzicom, że sama to zrobiłam bo chciałam nastawić ich przeciwko niemu. Zaczął mi się odgrażać i Mateuszowi też (bo w tym momencie się pojawił). A potem zabrał dupę w troki i wyjechał do Niemiec. W czerwcu wrócił i rozmawialiśmy raz. Chciał się dowiedzieć czy będę składała o alimenty i że on chce nadać imię dziecku. Widywaliśmy się też czasem na grillu u znajomych ale udawał, że nie zna a za plecami mówil różne rzeczy. Ze to nie jego dziecko, albo że zaszłam w ciąże bo chcę od nich pieniędzy i takie tam... Było wiele innych przykrych dla mnie też przeżyć ale co tam minęło.

Mimo tego wszystkiego zastanawiam się czasami czy dobrze zrobiłam. Czy powinnam była z nim zostać, bo może by zmądrzał. A w momentach wielkiego kryzysu zastanawiam się czy gdyby się teraz pojawił i pokazał, że się zmienił to czy bym do niego wróciła.

niedziela, 28 stycznia 2007
odłamałam gałąź miłości
odłamałam gałąź miłości
umarłą pochowałam w ziemi
i spójrz
mój ogród rozkwitł

nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
kiedy umrę kochanie
kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny
***

Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły

odeszła

Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi

nie wróciła

Jestem Julią
mam lat tysiąc
żyję

???
Uff już troszkę lepiej się czuję. Ale było koszmarnie. Myślałam, że odpocznę sobie troszkę podczas tej choroby. Jednak nie bardziej się umęczyłam niż jakbym była zdrowa i ciężko pracowała.
piątek, 26 stycznia 2007
czas refleksji
Głupio wierzyłam, że będę inna gdy będę miała dziecko. Że uda mi się nad sobą panować. Pomyliłam się. Jestem cholerykiem i nic tego nie zmieni. Nie chcę być zła dla synka. Zawsze marzyłam o tym, iż wychowam mije dziecko bez krzyku i pokazywania nerwów. Że będziemy najlepszymi prrzyjaciółmi a Mały będzie mógł z każdą rzeczą do mnie przujść. Ja go wysłucham i coś poradzę. Boję się, że wprowadziłam się w błąd. Czy mogę jakoś siebie zmienić? Czy uda mi się wychować Marcina na dobrego człowieka skoro ja sama nie potrafię nim być?
potwór

Chyba muszę się leczyć. Nie wiem co się ze mną dzieje. To co wydarzyło się dzisiaj w nocy przeraziło mnie. Musiałam na dzisiaj napisać 3 streszczenia artykułów. Niby nie były one długie, ale trzeba było je uważnie przeczytać. No i tak sobie siedziałam w łóżku i czytałam. Szło mi całkiem dobrze aż tu nagle Marcinek zaczął płakać. To wzięłam go do siebie. ostatnio nie śpi ze mną bo jestem bardzo chora. Tak więc wzięłam go do łóżka, nakarmiłam i zaczęłam dalej czytać. On się chwilę sam bawił. Ale po chwili znów zaczął buczeć. Myślałam, że ma mokro i zmieniłam mu pampersa. A on dalej swoje. To go przytuliła. Nic. Zgasiła światło, dałam smoka i nic. Tak sobie marudził. Zaczęłam się powoli denerwować, bo jeszcze nawet jednego artykułu nie zrobiłam. Nic nie pomagało. W końcu położyłam go do łóżeczka i poszłam dalej robić swoje. marcin nie przestawał marudzić a ja nie reagowałam na to. Najzwyczajniej na świecie czytałam sobie. Jednak w pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać i poszłam do niego i powiedziałam żeby się uciszył. Bo ja do jasnej cholery uczę się dla niego. Tymi właśnie słowami to powiedziałam. Nic nie pomagało dalej. Dosłownie zaczęłam się gotować. I powiedziałam do niego "zamkinij się". I gdy tylko to powiedziałam zaczęłam płakać. Przytuliłam go i przeprosiłam. Uspokoił się. Ale ja nie. Dzisiaj unikam go, mało go biorę na ręce. Gdy się na mnie patrzy widzę w jego oczach żal. Zawiódł się na mnie. Nie sprawdziłam się jako matka. Krzyknęłam na niego, "odepchnęłam" go od siebie. Czy tacy ludzie jak ja powinni nieć dzieci. Takich ludzi powinno się ustawowo zabijać. Jestem zerem. Sięgnęłam dna.

A może powinnam iść do jakiegoś lekarza?

czwartek, 25 stycznia 2007
Test Denver 3-4 miesiąc
Dziecko:
  • Śmieje się spontanicznie samo, bez pobudzania go uśmiechem lub głosem
  • Śledzi przedmiot na łuku 180°
  • Składa rączki razem
  • Ujmuje grzechotkę w rączkę
  • Spogląda na rodzynek położony przed nim na białym tle
  • Sięga po zabawkę, położone przed nim na stole w zasięgu jego ręki
  • W czasie zabawy wydaje wysokie, radosne piski
  • W położeniu na brzuchu unosi głowę do kąta 90° w stosunku do podłoża
  • W położeniu jw., wspierając się na ramionach, unosi głowę i klatkę piersiową
  • Trzymane w pozycji siedzącej utrzymuje samo głowę
  • Samo przewraca się z brzuszka na plecy

 wg poradnika "Wokół narodzin"

Test Denver 1-2 miesiąc

Dziecko:

  • Spogląda na twarz (początkowo z odległości 15 cm)
  • Śmieje się w odpowiedzi na uśmiech, słowa
  • Śledzi kolorowy przedmiot na łuku 90° (np. czerwony kłębuszek wełny najpierw zatrzymujemy w polu widzenia dziecka, w odległości 15 cm od jego twarzy, a następnie przesuwamy w bok po łuku)
  • Reaguje na dźwięk dzwonka – trzymamy dzwonek z boku i nieco za uchem, aby dziecko nie mogło go widzieć, spokojnie dzwonimy, dziecko powinno zareagować np. ruchem gałek ocznych, przyspieszeniem lub zmianą rytmu oddechu itp.
  • Wydaje inne dźwięki niż płacz np. gruchanie itp.
  • Podnosi głowę w położeniu na brzuchu i na sztywnym podłożu do kąta 45° w stosunku do podłoża

 wg poradnika "Wokół narodzin"

dlaczego lubię śnieg

Lubię śnieg.

Lubię gdy pada i gdy już jest.

Lubię na niego patrzeć.

I lubię po nim chdzić.

Lubię jeździź na sankach i lubię lepić bałwana.

Lubię gdy jest mroźno i dużo śniegu.

Lubię gdy jest na dworze burza śnieżna.

Uwielbiam to wszystko, bo wieczorem opatulę się kocem napiję się kakao i poczuję się jak małe dziecko.

To mój smak dzieciństwa.

smutek i żal po stracie...

Jakie te dni ostatnio są smutne. Zmarł Ryszard Kapuściński. Zmarła Krystyna Feldman. No i najgorsze to odeszła od nas Miśka, wiewiórka mojej Martusi. Tak mi smutno. Zero pozytywów ostatnio.

Martuś wiem, że jest Ci ciężko. To nie była Twoje wina. Najważniejsze, że byłaś przy niej. Umarła przy osobie która ją kochała.

Wiem jakie to jest straszne. Bo miałam kiedyś psa i został otruty. Moje dwie rybki Nemo  i Hendrietta też zdechły. Po każdym zwierzątku bardzo płakałam. A teraz mamy Carusię, owczarka niemieckiego, i nie wiem jak bym sobie dała radę gdby jej zabrakło.

Słońce jestem przy Tobie.

dziwne przypadki pana k.

A więc było to tak: Pan Kolega i Pani Koleżanka bardzo często chodzą razem do szkoły. I jak to się również często zdarza rozmawiają podczas drogi. Są to rozmowy bardzo ale to bardzo filozoficzne. Pewnego dnia, jak to już wiadomo, szli razem. Właśnie zbliżali się do ulubione fosy Pani Koleżanki. Nawiasem mówiąc Pani Koleżanka chodzi od strony fosy, tak asekuracyjnie, bo często jej przychodzi ochota podczas tych rozmów wepchnąć Pana Kolegę do niej. Wracając do wątku. Zbliżali się do fosy. I nagle w powietrzu pojawił się dziwny zapach intensywnego myślenia. Panie Koleżanka wiedziała już, że zbliża się jedna z tych bardzo poważnych rozmów. Pan Kolega wziął głęboki oddech i powiedział:

- Pani Koleżanko, gdyby Pani poznała bardzo fajnego, inteligentnego, przystojnego i wogóle naj chłopaka a miał by on łupież. To czy związała by się Pani z nim Pani Koleżanko?

I co tu dużo pisać, Panią Koleżankę najzwyczajniej w świecie zatkało. Nie bardzo wiedziała czy Pan Kolega żartuje czy mówi serio. Ale wystarczyło jedno spojrzenie na jego zaabsorbowaną tym pytaniem twarz żeby zrozumieć

- No wie Pan, Panie Kolego, gdyby mnie lubił to by o siebie chyba zadbał.

- No tak, ale gdyby miał jeszcze pryszcze?

"Kurcze ja mam pryszcze" - pomyślała sobie Pani Koleżanka

- Ale pryszcze to ma ponad połowa młodzieży, Panie Kolego.

- Fakt, zdarza się - po chwili namysłu dodaje - ale gdyby nie zadbał o siebie i nadal miał łupież?

- To był by głupi, chyba?

- Bo wie Pani, Pani Koleżanko ja używam szamponu Fruktis Fresh. jest taki świeży i nie mam po nim łupieżu.

- ???

I to już koniec tej rozmowy. Pewnie trwała by dłużej. Ale nasi bohaterowie doszli do szkoły. I każde z nich poszło do swojej klasy.

środa, 24 stycznia 2007
:(
Mały wyzdrowiał  to teraz ja jestem chora. Ta noc była koszmarna z wysoką gorączką i bez Bajbusa u boku. Ale dzisiaj już jest lepiej gorączka spadła.
niedziela, 21 stycznia 2007
takie życie...

Źle się ze mną dzieje. Naprawdę jest ze mną kiepsko. Powoli zaczyna mnie wszystko wyprowadzać z równowagi. Zauważyłam, że nawet przy Małym zaczynam się denerwować (gdy np płacze bez powodu; przynajmniej mi się tak wydaje, bo jest przewinięty, nakarmiony). Mimo iż tak dużo chyba nie robię to czuję się jakbym była na pełnych obrotach. I jeszcze te studia. A najbardziej dobiło mnie niezaliczenie w czwaretk pedagogiki. Jak pomyślę, że ponownie mam jechać we wtorek to zaliczać to mną aż telepie. Ale wracając do Synka. Przeraża mnie to, że denerwuję się przez Małego. Przecież on nic złego nie robi. Jest taki bezbronny. Ja się poprostu nie nadaję na matkę. Nie potrafię przewidzieć oczywistych rzeczy. Krzywdzę własne dziecko. Przez moje zaniedbanie dostał odparzeń na pupie (gdybym częściej zmieniała mu pampersa to byłoby inaczej) a do tego skończył mi się przed chwilą tormentiol. Biedne dziecko trafiło najgorzej jak mogło. Chyba.

Jakoś  dziwnie się czuję gdy rozmawiam z ludźmi. Swoimi znajomymi. Wszyscy mówią jak to sobie świetnie daję radę, dzielnie się trzymam. Podziwiają mnie za to,  że jestem sama, studiuję i jakoś mi to idzie. Ale nikomu nie przyszło na myśl, że jest mi cholernie ciężko. Że nie mam się komu wypłakać, nie mam się do kogo przytulić. Wszyscy mnie chwalą i tylko mówią "jakbyś czegoś potrzebowała to mów - pomożemy". A założę się że gdybym poprosiła o pomoc to wykręcaliby się sianem. Innym tak łatwo jest mówić i radzić, bo nikt nie jest w mojej sytuacji. I znając już na tyle życie to mi kadzą ale gdy się odwrócą to ostro krytykują. Dlaczego nie potrafią być szczerzy?

sobota, 20 stycznia 2007
chrzciny

Z mamą, babcią, prababcią i chrzestnym

21:42, jastonka , Galeria
Link Komentarze (1) »
przed świętami

Z dziadkiem i karpiem Frankiem

z rodzicielką

Z mamą kilka dni po urodzeniu!

Smerfuś

Kilka dni po urodzeniu

zwykłe dni
Ostatnimi czasy to nic takiego nadzwyczajnego się u nas nie dzieje. Nie no może źle to ujęłam to są takie niezwykłe zwykłe dni. Bo co tu kryć każdy dzień z  Księciem jest cudem. Śmiejemy się razemi płaczemy. Bawimy się i dokuczamy dziadkom. Tak jakoś lecą te dni. Mały powoli wraca do zdrowia. A ja muszę się wziąć z pedagogikę a mi się tak nie chce.
piątek, 19 stycznia 2007
znów chory

Bajbusek znów chory. Kaszle. Kolejny raz bierze antybiotyki. W nocy bardzo się pręży i nie może spać. Częściej płacze.

Dzisiaj rano pdnióśł tak wysoko nóżki, że rączkami prawie je złapał.

czwartek, 18 stycznia 2007
studniówka

Dzisiaj Marcinek ma 100 dni. To już 100 dni jesteśmy razem. Nawet nie wiem kiedy mi ten czas zleciał. I tyle chwil z jego maleńkiego życia mi uciekło. Mimo iż jesteśmy razem to czasem niezauważam pewnych rzeczy. A potem już jest za późno :(

Książę jest teraz na etapie brania wszystkiego do buzi. Bierze misie i grzechotki, kocyk i swoje ręce a czasem nawet pokusi się o spróbowanie ręki kogoś innego. Ślicznie się już bawi grzechotkami. Łapie je w rączki i buch od razu do buzi. Zdarza mu się też wyjąć sobie smoczka z buzi a potem go spowrotem włożyć.

Mimo tych cudownie spędzonych dni jestem zmęczona. Dosłownie opadam z sił. Pranie, pasowanie, sprzątanie, gotowanie obiadu, spacery, nauka i ciągłe bycie w gotowości gdyby synuś czegoś potrzebował. Wiele rzeczy mogę zrobić gdy śpi ale nie wszystko. A poza tym gdy nie śpi to musze mu poświęcić trochę uwagi. Nie może przecież cały czas leżeć w łóżeczku i sam się sobą zajmować. A ja mam czasem wszystkiego dość. Chciałabym wyjść na spacer sama i pomyśleć  ale boję się zapytać rodziców czy zostaną z Małym. Ostanio wszystko mnie przytłacza. Czuję się zmęczona i nic mi się nie chce. Czasami gdy Marcin popłakuje to modlę się w duchu żeby któś się nim zajął. Wiem, że t okropne. Sama nie wiem co mam zrobić żeby mi to przeszło. Wiem jedno, że bardzo trudno być samotną i do tego uczącą się mamą.

poniedziałek, 15 stycznia 2007
wyrodnej stęsknionej matki część druga

Dziś aż 6 godzin nie było mnie przy Księciu. Koszmar gdy już byłam blisko domu to biegłam, bo nie mogłam się doczekać kiedy go wezmę w ramiona. Podobno cały dzień był smutny. Biedactwo wyrodna matka zostawiła go dla szkoły. Ale nic metodyka do przodu.

Postanowiłam się nie uczyć dopóki nie zaśnie, ale nie dałam rady gdy zasnął, bo był do mnie przytulony. A gdy tylko wstawałam to żałośnie płakał. No i w taki sposób pospaliśmy sobie dobre 2 godziny. Wogóle taki smutny dzisiaj jest. A do tego znowu ma katarek i kaszle. Muszę jutro iść z nim do lekarza. Nie może moje słońce się męczyć.

Małemu się bardzo włoski wycierają i dlatego dostał przezwisko łysiak.

Gdy patrzyłam przed chwilą w niebo - wróciły wspomnienia. Dokładnie takie samo było gdy z Marcinem spacerowaliśmy nad stawami. A gwiazdy odbijały się w tafli wody. Było tak cudownie. I miałam się do kogo przytulić. A teraz co. Nic. Czasami człowiek przytuliłby się nawet do jeża. A tu cholera nawet jeża nie ma. Nie wiem jak to się stało, że zaczęła się we mnie tlić ta isierka nadzieji. Przecież nie ma szans na coś. A gdyby nawet to ja nie mogę sobie na to pozwolić. Bo Marcinek jest najważniejszy.

niedziela, 14 stycznia 2007
Pierwsze serduszko.....

Byliśmy dzisiaj na spacerku i kupiłam mojemu maluszkowi jego pierwsze serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nigdy niie wiadomo kiedy to my będziemy potrzebowali pomocy. Trzymamy kciuki. Niech zbiorą jak najwięcej.

Kocham Cię Książę!!!!

sobota, 13 stycznia 2007
Ulubione

ulubione 

To jest moje ulubione zdjęcie Księcia. Zrobione w szpitalu. Wtedy miał jeszcze dużo włosków. Teraz to już większość mu się wytarła.

walczę z głową i sobą....

Książę mimo codziennego mycia głowy, oliwkowania jej i czesania dostał ciemieniuchy. Rozpacz. Cały dzień dzisiaj wyczesuję mu ją. Dlaczego tak jest, że ludzie którzy nie dbają o takie rzeczy to im się nic takiego nie przydarza. A ja dbam i proszę. Typowo książkowa ciemieniucha.

Kurcze cały czas myślę o nim. Sama się nakręcam. Nienawidzę siebie.

Jeszcze do tego wszystkiego ojciec powiedział że powinnam go podać o alimenty. Ale ja na samą myśl o nim dostaję gęsiej skórki. codziennie zastanawiam się co zrobie gdy przyjdzie lub zadzwoni. Z jednej strony nie chcę żeby zbliżał się do mojego dziecka, ale z drugiej to też jego dziecko. Przeraża mnie myśl, że miał by go przytulać, całować. Nie teraz gdy się już raz na nas wypiął. Boje się cholernie naszej konfrontacji. Nie chcę aby Książe miał kontakt z jego rodziną. Nie ufam im są fałszywi. Z wierzchu mili, uprzejmni, ale jak tylko coś idzie nie po ich myśli to stają się okropni. I lubią swoje brudy prac publicznie.

 
1 , 2