wtorek, 05 marca 2013

Może tym razem uda się wrócić?!

Olaboga jak długa nie pisałam.

Na początek może w skrócie powiem co się wydarzyło od 2009 roku.

Mieszkamy sami! I jest nam cudownie z tym!

Prócz Bajbusa - prawie 7-latka, jest też Lucek - prawie 7-miesięczny.

Mały Bajbus jest już duży i chodzi do pierwszej klasy. I jest najwspanialszym bratem na świecie.

A mama chłopaków? Od jakiegoś czasu uspokoiła się, lekko wyciszyła i cieszy rodzicielstwem.

Mieszkamy na wsi.... na totalnym zadupiu. Naszym kochanym zadupiu.

A teraz uciekam, bo Lucek nie nadąża za Bajbusem i płacze.

19:12, jastonka
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 kwietnia 2012
Powrót?

Wracamy :) wkrótce więcej wiadomości co u nas :)

22:41, jastonka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 05 października 2009
kociak od Skanutka

Z racji tego, że Marcin uwielbia kotki. Te prawdziwe, te wymyślone i te pluszowe postanowiłam spróbowac szczęścia i powalczyć o Kotka dla Marcinka. A że losowanie jest 11 pażdziernika - w urodziny Księcia - więc mam nadzieję, że uda się go wygrać w prezencie :)

A konkurs jest tutaj:

http://pomyskowo.blogspot.com/2009/09/sodki-kocuszek-od-skanutka.html

11:35, jastonka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 września 2009
dziabągowania ciąg dalszy

Marcin siedzi na łóżku wykąpany i ubrany w piżamkę. Ja chodzę po pokoju robiąc coś tam.

- Mama, zró mi kulkę z dziabąga?

- Co mam Ci zrobić z dziabąga?

- No kulkę.

- Ale jak ja mam to zrobić?

- Popać....

I tu Bajbus demonstruje mi jak się robi kulke z dziabąga. Pokazuje mi jajeczka i mówi:

- Tu sa kuleczki.

- Aaaaaa.

- A teraz zrób bałwana z kuleczek.

No i matka zarumieniła się. I to pożądnie. Do tej pory rumieni się na myśl tego bałwana.

22:38, jastonka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 września 2009
DZIABĄG

Marcinek leży sobie w łóżku, je kaszkę i ogląda bajkę....

- Mama, mój DZIABĄG jest duży.

- Co?!

- Mój DZIABĄG jest duży.

- ?

- Bo się kąpałem i teraz jest duży.


Olaboga dlaczego DZIABĄGI dzieci robią się po kapieli duże?

czwartek, 17 września 2009
pociągająca

Marcin aż 4 dni chodził do przedszkola. Złapał jakiś katar paskudny i już drugi tydzien siedzi w domu. Objawy choroby z Bajbusa przeszły na mnie. Katar, kaszel, ból w oskrzelach, ból głowy a w sobotę wesele mojej dobrej koleżanki. Biorę Gripex Max, mnóstwo witaminy C i wapno i nic. Macie może jakieś domowe sposoby na to bym w sobotę była zdrowa, świeża i pachnąca? Błagam muszę dobrze się czuć. Pomóżcie!

Zrozpaczona matka Bajbusa.

wtorek, 15 września 2009
kotlecik

- Marcinku zjadłeś ziemniaczki i kotlecika?

- Nie. Jestem zmęciony.

- A po schodach miałeś siłę żeby przyjść się bawić?

- Nie.

- A jeśli Cię nakarmię to zjesz ziemniaczki i kotlecika?

- Tak.

.....

- Dobry ziemniaczek.

- Yhmy

- A teraz masz kotlecika spróbuj.

- Ja nie chcę kotlecika,  jest za brązowy.

 

..... i niech mi ktoś powie jak obalać takie argumenty.

poniedziałek, 14 września 2009
kotek

Mamy KOTKA. Jest biały, ma niebieskie oczka i mieści się w dłoni. Marcinek wszędzie go ze sobą nosi, nawet gdy idzie robić siku. Karmi go - zostawił mu swój dzisiejszy "josiół".

Kotek jest bardzo cierpliwy i dzielnie znosi ciągłe głaskanie i całowanie Bajbusa oraz innych domowników, którzy są do tych czynności zmuszani przez właściciela owego zwierzaczka.

Nasz nowy domownik nie ma jeszcze imienia. Ba jest u nas zaledwie kilkanaście godzin, ale już pozwolono mu spać z Księciem. Szczęściarz.

No i jeszcze jedna informacja o naszym Kotku - jest wymyślony przez Bajbusa.

niedziela, 06 września 2009
relacja ślubna

Sukienka – wybrana przez Adama przez co przypłacona pechem – sholowany samochód podczas kupna sukienki.

Do sukienki dostałam welon, łańcuszek, diadem i podwiązkę. Przez długi czas miałam wrażenie, że mi się nie podoba. A teraz wiem, że innej bym nie chciała. Trzeba przyznać, że bardzo odporna była na moje weselne wygłupy. Dotarła do domu tylko pobrudzona. Zero zaciągnięć podarć i innych tego typu rzeczy.

Buty – cudownie wygodne i paskudnie zniszczone. Zadeptałam je przez jedną noc, ale co się dziwić, była najbardziej szalejącą osobą na tym weselu :) no i jeszcze kilka innych osób :)

Bielizna – droga, ale warto było. Mały mankament był taki, że nie mogłam znaleźć pończoch do pasa w kolorze ecri. I ciągle majtki mi wchodziły… i biedna Natalka musiała wyciągać…

Biżuteria – łańcuszek po babci, kolczyki dostałam od męża. Całość pięknie się komponowała.

Bukiet – zrobiony przez koleżankę. Idealny.

Fryzura – lekko zmodyfikowany koszyczek. Szybko padła podczas mojego wywijania.

Makijaż – spłynął do końca mszy.

Młody – pojawił 25 minut spóźniony i z innym krawatem (bo mamusia mu wiązała ze świeżo pomalowanymi paznokciami).  Ale podczas przysięgi się nie pomylił.

Błogosławieństwo – wzruszające i pełne łez. Błogosławili nas rodzice, rodzice chrzestni i babcie J

Bramy – mieliśmy 5 bram i 26 butelek wódki rozdaliśmy. Ale było warto. Trzy bramy zrobiona nam u mojej babci (bo od babci wychodziliśmy i w tej miejscowości też mieliśmy ślub i wesele) – było brama z wojskiem, drogowcami i naszymi rodakami przybyłymi z Hameryki.

Kościół – pięknie ustrojony. I pełen gości.

Ksiądz – umożliwił nam spełnienie naszych marzeń, pozwolił na wszystkie udziwnienia i pięknie mszę odprawił.

Organista – wujek Adama. Nie wiem jak grał bo jakoś tego nie zakodowałam.

Zespół w kościele – ach….. Pięknie nam śpiewali, to przez nich płakałam. I nie tylko ja.

Przysięga – staliśmy naprzeciw siebie i mówiliśmy z pamięci patrząc sobie w oczy.

Życzenia – składane przez prawie godzinę przez 135 osób.

Sala – stroiliśmy ją sami, tzn. przy pomocy rodziny i znajomych. Wyszło inaczej niż zawsze. Nie spodziewałam się takiego efektu.


Wujek Witek– mój chrzestny, który bardzo dużo pomógł przy organizacji. „Gdzie jest Wuja Wicia, gdzie jest wuja Wicia? Bo bez Wicia nie ma picia”.

Tort – o zgrozo! Okropny wyszedł. Ble. Cukiernik totalnie nawalił.


Zespół Debet – sprawdzony i ulubiony. Młode chłopaki, które potrafią rozruszać imprezę. Grali rewelacyjnie.

Śpiewające Odrzooty – tzn. moja siostra, dwie kuzynki i ja. Oraz inni którzy znali piosenkę Końca Świata „wystarczy, że serce mi bije”. Właśnie ją dedykowałam mojemu mężowi. Debety zaczęły ją śpiewać i Odrzooty wkroczyły do akcji. Wkroczyliśmy na scenę i przejęliśmy mikrofony. Śpiewaliśmy i tańczyliśmy . A Debety zastanawiały się czy czasem do piwnicy nie wpadniemy.

Film ślubny – grrrr…. Troszkę było zgrzytu gdy go zobaczyłam. Kamerzysta nie dostosował się do naszych życzeń. I dlatego dostał film do poprawki.

Yaro – fotograf. Dzięki niemu mamy przepiękne zdjęcia.

Świadkowa – tydzień przed ślubem spadła ze schodów i była w gipsie. Ale dała radę, spisała się na medal. I nawet tańczyła. A jak się upiła :)  no i na gips trzech adoratorów znalazła.

Natalka – kochana moja przyjechała kawał drogi i wyjechała dużo szybciej niż planowała, bo moja siostra nawaliła i mnie nie przyjechała ubrać. Pięknie czytała w kościele. Wyciągała mi ciągle majtki. No i ten biust wyeksponowany. Mój mąż to tańczył z nią chyba więcej niż ze mną.

Marcinek – całe wesele nie chciał do mnie podejść, mówił że to nie jego mama.

Pogoda – napsuła mi nerwów. Kilka dni przed ślubem była bardzo brzydka, a i prognozy nie zapowiadały poprawy. Przerażona faktem, że nie mam niczego na ręce, poleciałam i uszyłam za 100 zł szal. W dniu ślubu o 8 rano, gdy jechałam do fryzjera – padało. A gdy przyjechałam uczesana i pomalowana do mojej babci był już gorąco. Wiał tylko wiatr, który robił co chciał z welonem, ale dzięki temu są ciekawsze zdjęcia.

Podziękowania – były wzruszające. Podziękowaliśmy wszystkim. Ja dziękowałam imiennie, bo miałam komu. Dużo osób mi pomogło podczas trudnych chwil w moim życiu. Adam dziękował ogólnie całej rodzinie.

Oczepiny – bardzo zabawne, z pikantnymi przyśpiewkami.

Koniec wesela – późno. Zespół grał do 5.30. My byliśmy w domu po 6.

Noc poślubna – brak.

Poranek poślubny – ojjjj. Ciiii.

Poprawiny – dużo piwa, wódki, spięć z moją mamuśką, i ogólnie mnóstwo wspaniałej zabawy. Trwały do 2 w nocy.

Zgrzyty – były i owszem. Zawsze są. Ale lepiej o nich nie pamiętać.

Anka D. – wróg publiczny numer jeden. Nigdy nie będzie mile widzianym gościem w moim domu.

Śpiewające BIAŁOKOŚCIELANKI


–kochane moje zaśpiewały nam na poprawinach piękną piosenkę:


Ślubny blues :)

I.

Mój piękny Adamie

Raz zobaczony na pewnym weselu

Twój piękny nosek świecił wśród wielu

Twe niebieskie, przepite oczy też pokochałam

i za 2 lata Twą żoną zostałam

Ref.

Już mi niosą wódkę z kielonem

Już Cygale czekają z popitą

Debet do taktu zamiata basiorem

Wszystkich gości już bolą kopyta

Jeszcze sake poleją na szczęście

Gości tłum coś fałszywie odśpiewa

Znów kieliszek mi wcisną do ręki

I odwiozą na Izbę wytrzeźwień

II.

Ma piękna żono z tego wszystkiego nie mogłem zasnąć

Aż se musiałem kielicha trzasnąć

Me piękne ciało tak na Ciebie działa

Że tej nocy będziesz ciągle chciała

Ref.

Już mi niosą wódkę z kielonem

Już Cygale czekają z popitą

Debet do taktu zamiata basiorem

Wszystkich gości już bolą kopyta

Jeszcze sake poleją na szczęście

Gości tłum coś fałszywie odśpiewa

Znów kieliszek mi wcisną do ręki

I odwiozą na Izbę wytrzeźwień

Podsumowanie: Wesele i poprawiny były bardzo udane. Buty zdarte, morze alkoholu wypite i piękne wspomnienia :)

Fajne wesele, cholera fajne wesele, fajne wesele, cholera fajne wesele.

Fajni są goście, cholera fajni są goście…. :)

wtorek, 01 września 2009
Przedszkole

Bajbus dzisiaj poszedł do przedszkola. Wystrojony, z pięknym woreczkiem na kapcie został odprowadzony przez mamę i tatę. Dostał buziaka i poszedł do sali. Nawet się nie odwrócił.

Ciekawa jestem jak mu tam jest. Zaraz zresztą będę po Niego szła. Ach jak pusto dzisiaj w domu.

A ja, jako pedagog z wykształcenia, zapisałam się do trojki "klasowej". Coby nabierać wprawy w takich rzeczach, a nóż pójdę do szkoły uczyć. O zgrozo, aż mnie ciarki przeszły gdy o tym pomyślałam.

No to idę po Księcia a po drodze zahaczę o aptekę. Ciekawam żem wyniku testu, bo coś ciągle mnie brzuch pobolewa.

 

Pozdrawiam przedszkolnie :*


15:42

Ciąży brak :(

sobota, 29 sierpnia 2009
typowy mężczyzna

Małżonek mój jako hobby ma ASG czy jakoś tak. Chodzi o to, że się strzela z kolegami.

Tak więc przekochany małżonek mój zbroi się dziś na jutrzejszą STRZELANKĘ. Marcin mu asystuje - nie pytajcie jak.....

Ja poszłam zobaczyć co tam w lodówce jest oprócz prętów i światła.

Idę do moich chłopaków do piwnicy podzielić się z nimi moim pomysłem na kolację.

JA: Co robicie?

MARCIN: strzelamy się a ty idź zrobić jeść....


piątek, 28 sierpnia 2009
oczekiwanie

Był szał pewnej nocy. Namiętny szał. I teraz czekamy. Testu nie robimy. Czekamy.

Tylko nie wiem na co bardziej na okres czy tez jego brak. W sumie  nie wiem czy jest teraz dobry moment na kolejne dziecko. Ale czy kiedyś taki moment nadejdzie?

Tak więc czekamy.

Adam chyba jednak bardziej na okres niż ja. Choć może w głębi serca czeka tak jak ja.

 

czwartek, 20 sierpnia 2009
zmuszana do wyznań

Bajbus bawi sie pluszowym, kolorowym pieskiem.

- Mama powiedz do pieska kocham Cię!

- Kocham cie. - mówi mama do wyżej wymienionego

- Ale jeszcze musisz go przytulić.

Matka przytula.

- A teraz go głaskaj, a ja idę się bawić samochodami.

środa, 19 sierpnia 2009
Prezent


To taki mały prezent od naszego fotografa.

zaloty w piaskownicy
Jesteśmy na placu zabaw. Ja siedzę w piaskownicy i stawiam babki, Marcin biega.
- Mamusiu mogę zełwać kwiatuszka dla dziewczynki?
- Pewnie, że możesz.
- Ale tutaj nie ma takiego ładneeeeego dużeeeeego żółteeeeego.....
- To zerwij tego białego.

Tak też mały romantyk zrobił. Zerwał i poszedł do dziewczynki z tym kwiatkiem. Szedł dumny jak paw z ręką wyciągnięta w stronę wybranki. Ta jednak wzgardziła tym cudownym gestem. Marcin ze spuszczoną głową i ręka wraca do mnie.

- Nie chciała kwiatuszka, nawet łęki nie wyciągła.

I łzy zawodu pojawiły się na jego policzkach.

To mama zaczyna mu tłumaczyć, że w dzisiejszych czasach trzeba być draniem. I tym kwiatkiem trzeba było dziewczynce przywalić.

..........

Marcin huśta się na koniku z inną dziewczynką. Ale lekko przerażony schodzi z tego konika po czym znowu wchodzi. Dziewczynka zirytowana niepewnością kolegi poszła sobie.  W tym momencie wkracza matka do akcji. Siada na konika i chce się pobawić z synem. Jednak ten stwierdza:
- Złaź bo jesteś za wielka.
środa, 12 sierpnia 2009
pomocna
Na początku tego wpisu wspomnę tylko o tym, iż mieszkam z teściami. Więcej szczegółów w najbliższym czasie.

Szykujemy się na wesele mego męża przyjaciela.
Maluję się w łazience, po chwili dołącza do mnie teściowa i malujemy się razem.
Wchodzi mąż mój ukochany i oświadcza, że będzie się kąpał.
Teściowa wychodzi. Ja oczywiście zostaję.

Maluję się spokojnie dalej. Adam pluska się w wannie.
Nagle wpada teściowa bez pukania i mówi: Adasiu umyć Ci plecki?

Na szczęście, teściowej oczywiście, zostałam dobrze wychowana i nie wydrapałam jej w tym momencie oczu tylko milion brzydkich słów w jej stronę rzuciłam - oczywiście w duchu.
wtorek, 11 sierpnia 2009
spryciarz
- Marcinku już ciemno, zbieramy zabawki i idziemy spać.
 - Nie jeszcze mamusiu.
- Tak już pora spać.
Tutaj następuje zarzucenie mamie rąk na szyję
- Coś powiem do Ciebie, kocham Cię.
Mama w śmiech, bo dziecko ma nagły przypływ miłości.
- Ja Ciebie tez kocham Marcinku.
- kocham Cię
- Ja Ciebie też kocham
- to mogę się dalej bawić?

5 minut później
- Ja chcę malować.
- Ale już pora spać.
- Ale ja chcę malować kłedkami.
- Jutro Marcinku będziemy malować.
Tutaj następuje ponowne  zarzucenie mamie rąk na szyję
- Coś powiem do Ciebie, kocham Cię.

środa, 24 czerwca 2009
zbuntowana panna młoda :)







18:57, jastonka , Galeria
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 czerwca 2009
zdjęcia ślubne cz. III z prywatną eskortą







22:00, jastonka , Galeria
Link Komentarze (1) »
zdjęcia ślubne cz. II







19:40, jastonka , Galeria
Link Komentarze (2) »
zdjęcia ślubne cz. I






sobota, 30 maja 2009
już tuż tuż

Dokładnie 14 dni zostało do naszego ślubu. A tak było tydzień temu na moim panieńskim :) Trzeba przyznać, że impreza była przednia. Jednak pewnemu panu nie pasowała i wezwał policję, która spisała imprezowiczki bądź jak kto woli BIAŁOKOŚCIELANKI.

14:04, jastonka , Galeria
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 maja 2009
rozmowy na poziomie

Adam wczoraj bawiąc się z  Marcinem powiedział do mnie: spadaj mama. Marcin oczywiście od razu to załapał i powtarzał: padaj mamusiu.

Dzisiaj mówię do Marcina wygłupiającego się na łóżku: co tam dupciu? A on mi na to: padaj dupciu.

piątek, 23 stycznia 2009
DEBET...

.... to zespól, który będzie nam grał.

DEBET :)

Polecamy ich gorąco!!!

środa, 21 stycznia 2009

Jestem jestem.... Ale tak jakby mnie nie było....

Nie mam ostatnio weny do pisania. W sumie to nie mam weny do niczego. Jadę na uczelnię, wracam, idę spać, bawię się z Marcinem. W sumie robię wszystko,  żeby nic nie robić. Jakiś taki dziwny marazm mnie dopadł. Ożywiam się jedynie w momencie załatwiania czegoś na ślub.

Marci rośnie i zaczyna się buntować. Czasami chce coś powiedzieć, ale brakuje mu słów. Siedzi sobie z dziadziem w domu i jest mu chyba dobrze. Dłuższy brak dziadka wywołuje reakcję natychmiastową: do dziadziuś!!!!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15