Blog > Komentarze do wpisu
relacja ślubna

Sukienka – wybrana przez Adama przez co przypłacona pechem – sholowany samochód podczas kupna sukienki.

Do sukienki dostałam welon, łańcuszek, diadem i podwiązkę. Przez długi czas miałam wrażenie, że mi się nie podoba. A teraz wiem, że innej bym nie chciała. Trzeba przyznać, że bardzo odporna była na moje weselne wygłupy. Dotarła do domu tylko pobrudzona. Zero zaciągnięć podarć i innych tego typu rzeczy.

Buty – cudownie wygodne i paskudnie zniszczone. Zadeptałam je przez jedną noc, ale co się dziwić, była najbardziej szalejącą osobą na tym weselu :) no i jeszcze kilka innych osób :)

Bielizna – droga, ale warto było. Mały mankament był taki, że nie mogłam znaleźć pończoch do pasa w kolorze ecri. I ciągle majtki mi wchodziły… i biedna Natalka musiała wyciągać…

Biżuteria – łańcuszek po babci, kolczyki dostałam od męża. Całość pięknie się komponowała.

Bukiet – zrobiony przez koleżankę. Idealny.

Fryzura – lekko zmodyfikowany koszyczek. Szybko padła podczas mojego wywijania.

Makijaż – spłynął do końca mszy.

Młody – pojawił 25 minut spóźniony i z innym krawatem (bo mamusia mu wiązała ze świeżo pomalowanymi paznokciami).  Ale podczas przysięgi się nie pomylił.

Błogosławieństwo – wzruszające i pełne łez. Błogosławili nas rodzice, rodzice chrzestni i babcie J

Bramy – mieliśmy 5 bram i 26 butelek wódki rozdaliśmy. Ale było warto. Trzy bramy zrobiona nam u mojej babci (bo od babci wychodziliśmy i w tej miejscowości też mieliśmy ślub i wesele) – było brama z wojskiem, drogowcami i naszymi rodakami przybyłymi z Hameryki.

Kościół – pięknie ustrojony. I pełen gości.

Ksiądz – umożliwił nam spełnienie naszych marzeń, pozwolił na wszystkie udziwnienia i pięknie mszę odprawił.

Organista – wujek Adama. Nie wiem jak grał bo jakoś tego nie zakodowałam.

Zespół w kościele – ach….. Pięknie nam śpiewali, to przez nich płakałam. I nie tylko ja.

Przysięga – staliśmy naprzeciw siebie i mówiliśmy z pamięci patrząc sobie w oczy.

Życzenia – składane przez prawie godzinę przez 135 osób.

Sala – stroiliśmy ją sami, tzn. przy pomocy rodziny i znajomych. Wyszło inaczej niż zawsze. Nie spodziewałam się takiego efektu.


Wujek Witek– mój chrzestny, który bardzo dużo pomógł przy organizacji. „Gdzie jest Wuja Wicia, gdzie jest wuja Wicia? Bo bez Wicia nie ma picia”.

Tort – o zgrozo! Okropny wyszedł. Ble. Cukiernik totalnie nawalił.


Zespół Debet – sprawdzony i ulubiony. Młode chłopaki, które potrafią rozruszać imprezę. Grali rewelacyjnie.

Śpiewające Odrzooty – tzn. moja siostra, dwie kuzynki i ja. Oraz inni którzy znali piosenkę Końca Świata „wystarczy, że serce mi bije”. Właśnie ją dedykowałam mojemu mężowi. Debety zaczęły ją śpiewać i Odrzooty wkroczyły do akcji. Wkroczyliśmy na scenę i przejęliśmy mikrofony. Śpiewaliśmy i tańczyliśmy . A Debety zastanawiały się czy czasem do piwnicy nie wpadniemy.

Film ślubny – grrrr…. Troszkę było zgrzytu gdy go zobaczyłam. Kamerzysta nie dostosował się do naszych życzeń. I dlatego dostał film do poprawki.

Yaro – fotograf. Dzięki niemu mamy przepiękne zdjęcia.

Świadkowa – tydzień przed ślubem spadła ze schodów i była w gipsie. Ale dała radę, spisała się na medal. I nawet tańczyła. A jak się upiła :)  no i na gips trzech adoratorów znalazła.

Natalka – kochana moja przyjechała kawał drogi i wyjechała dużo szybciej niż planowała, bo moja siostra nawaliła i mnie nie przyjechała ubrać. Pięknie czytała w kościele. Wyciągała mi ciągle majtki. No i ten biust wyeksponowany. Mój mąż to tańczył z nią chyba więcej niż ze mną.

Marcinek – całe wesele nie chciał do mnie podejść, mówił że to nie jego mama.

Pogoda – napsuła mi nerwów. Kilka dni przed ślubem była bardzo brzydka, a i prognozy nie zapowiadały poprawy. Przerażona faktem, że nie mam niczego na ręce, poleciałam i uszyłam za 100 zł szal. W dniu ślubu o 8 rano, gdy jechałam do fryzjera – padało. A gdy przyjechałam uczesana i pomalowana do mojej babci był już gorąco. Wiał tylko wiatr, który robił co chciał z welonem, ale dzięki temu są ciekawsze zdjęcia.

Podziękowania – były wzruszające. Podziękowaliśmy wszystkim. Ja dziękowałam imiennie, bo miałam komu. Dużo osób mi pomogło podczas trudnych chwil w moim życiu. Adam dziękował ogólnie całej rodzinie.

Oczepiny – bardzo zabawne, z pikantnymi przyśpiewkami.

Koniec wesela – późno. Zespół grał do 5.30. My byliśmy w domu po 6.

Noc poślubna – brak.

Poranek poślubny – ojjjj. Ciiii.

Poprawiny – dużo piwa, wódki, spięć z moją mamuśką, i ogólnie mnóstwo wspaniałej zabawy. Trwały do 2 w nocy.

Zgrzyty – były i owszem. Zawsze są. Ale lepiej o nich nie pamiętać.

Anka D. – wróg publiczny numer jeden. Nigdy nie będzie mile widzianym gościem w moim domu.

Śpiewające BIAŁOKOŚCIELANKI


–kochane moje zaśpiewały nam na poprawinach piękną piosenkę:


Ślubny blues :)

I.

Mój piękny Adamie

Raz zobaczony na pewnym weselu

Twój piękny nosek świecił wśród wielu

Twe niebieskie, przepite oczy też pokochałam

i za 2 lata Twą żoną zostałam

Ref.

Już mi niosą wódkę z kielonem

Już Cygale czekają z popitą

Debet do taktu zamiata basiorem

Wszystkich gości już bolą kopyta

Jeszcze sake poleją na szczęście

Gości tłum coś fałszywie odśpiewa

Znów kieliszek mi wcisną do ręki

I odwiozą na Izbę wytrzeźwień

II.

Ma piękna żono z tego wszystkiego nie mogłem zasnąć

Aż se musiałem kielicha trzasnąć

Me piękne ciało tak na Ciebie działa

Że tej nocy będziesz ciągle chciała

Ref.

Już mi niosą wódkę z kielonem

Już Cygale czekają z popitą

Debet do taktu zamiata basiorem

Wszystkich gości już bolą kopyta

Jeszcze sake poleją na szczęście

Gości tłum coś fałszywie odśpiewa

Znów kieliszek mi wcisną do ręki

I odwiozą na Izbę wytrzeźwień

Podsumowanie: Wesele i poprawiny były bardzo udane. Buty zdarte, morze alkoholu wypite i piękne wspomnienia :)

Fajne wesele, cholera fajne wesele, fajne wesele, cholera fajne wesele.

Fajni są goście, cholera fajni są goście…. :)

niedziela, 06 września 2009, jastonka

Polecane wpisy

  • pociągająca

    Marcin aż 4 dni chodził do przedszkola. Złapał jakiś katar paskudny i już drugi tydzien siedzi w domu. Objawy choroby z Bajbusa przeszły na mnie. Katar, kaszel,

  • pomocna

    Na początku tego wpisu wspomnę tylko o tym, iż mieszkam z teściami. Więcej szczegółów w najbliższym czasie. Szykujemy się na wesele mego męża przyjaciela. Maluj

  • DEBET...

    .... to zespól, który będzie nam grał. DEBET :) Polecamy ich gorąco!!!

Komentarze
Gość: Nat, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/09 15:01:03
czy moglabyś się ze mną skontaktować na mail natalia_r22@o2.pl ?